Data aktualizacji: 21 grudnia 2025
Data utworzenia: 22 grudnia 2025
Przeczytasz w: 21 min
W leczeniu niepłodności czas często wydaje się nieubłaganie długi. Czekamy na wyniki badań, procedurę pobrania komórek jajowych, informację o tym, czy zarodek rozwija się prawidłowo, transfer, a także na jego efekt. W końcu czekamy na odpowiedź, czy leczenie zakończyło się sukcesem. Oczekiwanie to nieodłączny element procesu leczenia niepłodności. Jak sobie z nim radzić? O tym wszystkim opowiedziała nam mgr Dorota Szymańska, psycholog z Kliniki i Resortu Medycznego NAMI w Sopocie oraz Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA w Bydgoszczy. Rozmowę przeprowadziła Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, Prezes Zarządu Grupy INVICTA.
[DS] Oczekiwanie na procedurę in vitro bywa dla pacjentów sporym wyzwaniem. Często postrzegają oni czas jako swojego wroga, z którym muszą walczyć. Dotyczy to nie tylko samego procesu in vitro, ale także momentu, w którym para zaczyna starać się o dziecko. Zdarza się, że pary liczą lata, patrzą na swój wiek i czują presję, by zdążyć przeprowadzić jak najwięcej prób. Często porównują się do innych rodzin, które już mają dzieci, co potęguje wrażenie, że czas jest ich przeciwnikiem. To przypomina sytuację ze szkoły, kiedy zbliżał się koniec lekcji, a zegar nieubłaganie odliczał ostatnie minuty, utrudniając zakończenie zadania. W obliczu tej presji pary czują, że każda chwila jest na wagę złota, a im dłużej czekają, tym większa jest obawa przed niepowodzeniem.
[DS] Dokładnie. Do tego dochodzi poczucie utraty kontroli, ponieważ w całym procesie nie wszystko zależy od nich. Zarówno pary, jak i lekarze starają się zrobić wszystko, co w ich mocy, ale to, czy procedura zakończy się sukcesem, wciąż pozostaje niewiadomą.
[DS] Jest to przede wszystkim lęk. Oczekiwanie na wynik sprawia, że pacjenci zaczynają wyobrażać sobie różne scenariusze, planując przyszłość na zasadzie „Co będzie, jeśli się nie uda? Co zrobimy w kolejnym miesiącu czy tygodniu?”. Tego typu myślenie prowadzi do wyolbrzymiania niektórych obaw.
[DS] Leczenie in vitro to prawdziwy rollercoaster emocji, w którym radość i ulga często przeplatają się z lękiem. Po postawieniu diagnozy pary odczuwają ulgę, ponieważ wiedzą już, że mają do czynienia z niepłodnością i znają jej przyczynę. To początek procesu, który budzi nadzieję, że istnieje rozwiązanie, które może im pomóc. Najpierw jest optymizm, szczególnie w przypadku mężczyzn, którzy wspierają partnerki i zakładają pozytywny przebieg wydarzeń. Natomiast kobiety, zwłaszcza te, które w życiu reagują lękowo, mogą mieć tendencję do nadmiernego zamartwiania się i wyolbrzymiania swoich obaw. Dla nich każdy etap procedury wiąże się z napięciem – stresują się przed badaniami, czekając na kontakt od opiekuna czy też przystępując do stymulacji hormonalnej.
Z badań wynika, że największe napięcie dla par występuje podczas transferu zarodka i oczekiwania na wynik testu ciążowego (tzw. beta). Wiele kobiet decyduje się na dodatkowe badanie, aby upewnić się, że wynik jest pozytywny, co pokazuje, jak silne napięcie odczuwają w tym okresie. Podobnie dzieje się podczas pobierania komórek jajowych czy badania zarodków, gdzie dopiero po pewnym czasie można stwierdzić, czy istnieje szansa na powodzenie procedury.
[DS] Pacjenci, którzy przystępują do pierwszej procedury, często mają pozytywne nastawienie, co jest bardzo ważne, ponieważ pomaga im to poczuć się spokojniej. Z kolei pary, które podejmują decyzję o kolejnej próbie, szczególnie kobiety, często oczekują jasnej informacji na temat tego, co je czeka. Wiedza o nadchodzących etapach, zwłaszcza jeśli procedury czy badania są bardziej wymagające, daje im poczucie kontroli i przygotowania. Pozytywnie wpływa na pacjentów również znajomość lekarza, opiekunów oraz samej kliniki, ponieważ czują się wtedy bardziej komfortowo. Takie znajome otoczenie działa uspokajająco i pomaga w zmniejszeniu stresu.
[DS] Zgadzam się, że to podejście ma sens. Psychika ludzka działa tak, że gdy się czegoś boimy, staramy się to kontrolować, bo daje nam to poczucie bezpieczeństwa. Wówczas pojawia się naturalna chęć, by wiedzieć jak najwięcej. Jednak to może być złudne – częste sprawdzanie, skupianie się na problemie i rozmyślanie o nim przez cały dzień może jedynie potęgować lęki, zamiast je łagodzić. Taka postawa nie sprzyja zdrowiu psychicznemu.
Znalezienie odpowiedniego momentu na przekazanie pacjentce dodatkowych informacji jest trudne, ponieważ kluczowe jest zachowanie właściwej równowagi. Uważam, że monitorowanie rozwoju zarodków mogłoby wywołać jedynie większe lęki i niepotrzebną chęć zgłębiania tematu, co nie przyniosłoby ulgi, a wręcz stworzyłoby efekt kuli śnieżnej.
Naszym celem jest, aby pacjentka była w jak najlepszej kondycji psychicznej w momencie transferu zarodka do jamy macicy. Dlatego decyzja o nieprzekazywaniu obrazu zarodków na poszczególnych etapach ich rozwoju wydaje się być słuszna.
[DS] Lęk i stres to naturalne reakcje organizmu w trakcie leczenia in vitro, wynikające z potrzeby realizacji ważnego celu – posiadania rodziny. Pragnienie bycia rodzicem i wychowywania dzieci to silne motywacje, które mogą prowadzić do napięcia i niepokoju. Choć takie uczucia są normalne, warto zwrócić uwagę na to, w jakim stopniu wpływają na codzienne życie. Jeśli lęk staje się paraliżujący, towarzyszy przez cały dzień i utrudnia normalne funkcjonowanie, może negatywnie wpłynąć na relacje, samopoczucie oraz zdrowie. Ważne jest, aby stres nie dezorganizował życia, lecz motywował do podejmowania kolejnych działań i przestrzegania zaleceń lekarza.
Punktem wyjścia w radzeniu sobie z emocjami jest uważność. Warto spojrzeć na swój dzień i zastanowić się, czy dajemy sobie czas na odpoczynek oraz czy dbamy o nasze emocje i ciało. Kobiety, które spotykam w gabinecie, często przychodzą do mnie z drżącymi rękami, są spięte i zmęczone napięciem. W takich sytuacjach pomocne okazują się proste ćwiczenia relaksacyjne, koncentrujące się na oddechu, które rozluźniają ciało i umysł. Podczas sesji testujemy różne techniki, takie jak np. rytmiczne liczenie oddechów. Ważne jest, by pamiętać, że wydech powinien być dłuższy niż wdech, ponieważ pomaga to osiągnąć głębszy stan relaksu.
Ponadto warto sięgnąć po dłuższe techniki, takie jak trening Jacobsona czy Schultza, które uczą rozpoznawania napięcia w ciele oraz świadomego jego rozluźniania. Obie techniki są poparte badaniami naukowymi i wykazują dużą skuteczność w redukcji stresu.
Kolejnym aspektem jest zwiększenie uważności na chwile relaksu w codziennym życiu. Może to być coś tak prostego, jak zaparzenie herbaty i skupienie się na jej smaku, spacer czy chwila dla siebie pod prysznicem z ulubionymi kosmetykami. Takie momenty odpoczynku są niezwykle ważne i pomagają w zarządzaniu stresem.
Nie mniej istotne jest przyjrzenie się swojemu sposobowi myślenia. Warto zauważyć, kiedy staje się on obciążający, np. gdy zaczynamy myśleć katastroficznie o niepowodzeniach czy małych trudnościach, które pojawiają się w trakcie leczenia. Pacjentki często, gdy coś nie idzie zgodnie z planem, uznają że cała procedura się nie uda. Kluczowe jest zrozumienie, że takie myślenie nie pomaga, a wręcz szkodzi. Zamiast tego warto skupić się na tym, co można zrobić tu i teraz.
Ważnym punktem jest rezygnacja z myślenia zero-jedynkowego, czyli przekonania, że jeśli plan nie zostanie w pełni zrealizowany, to wszystko jest stracone. Pacjentki powinny zrozumieć, że nie zawsze wszystko da się zrobić w 100% i warto pozwolić sobie na popełnianie błędów. Zbyt częste „skanowanie” swojego ciała i próby interpretowania sygnałów, które wysyła mogą prowadzić do niepotrzebnego niepokoju. Choć warto być uważnym na to, co się dzieje z ciałem w trakcie leczenia, nie należy pozwalać, by te sygnały wywoływały zbędny stres. Poczucie winy, bezsilności czy smutku to obciążenia, które mogą tylko utrudniać proces leczenia.
Zatem, kluczowe jest, aby zadbać o siebie zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie oraz starać się znaleźć równowagę, która pomoże przejść przez ten trudny czas z większym spokojem i siłą.
[DS] To kwestia, która wymaga realistycznego podejścia, a nie nadmiernego optymizmu. Głęboka wiara w pozytywny rezultat może prowadzić do rozczarowań. Z drugiej strony, z doświadczeń pacjentek wynika, że niektóre boją się myśleć pozytywnie, ponieważ obawiają się, że jeśli ich nadzieje się nie spełnią, ból rozczarowania będzie większy, niż gdyby zakładały pesymistyczny scenariusz i zostały pozytywnie zaskoczone. To próba ochrony swoich emocji.
Znacznie lepszym rozwiązaniem jest zachowanie równowagi – akceptowanie zarówno trudności, jak i pozytywnych sygnałów, które mogą pojawić się w trakcie leczenia. Kluczowe jest dostrzeganie rzeczywistości taką, jaka jest, bez popadania w skrajności. Negatywne myślenie i patrzenie na wszystko przez „czarne okulary” jest destrukcyjne – zarówno dla pacjentki, jak i jej partnera, który stara się ją wspierać w tym trudnym czasie. Taka postawa obciąża emocjonalnie obie strony.
[DS] Proces in vitro toczy się równolegle do codziennego życia, co oznacza, że w jego trakcie pojawiają się zarówno pozytywne, jak i trudne chwile, które już same w sobie niosą pewne napięcie. Często pary nie dzielą się z otoczeniem informacją o przechodzeniu przez procedurę, co może prowadzić do poczucia osamotnienia. W takim przypadku emocje bywają omawiane jedynie w relacji między partnerami. Warto jednak podkreślić, że jeśli pary potrafią rozmawiać o swoich emocjach i zauważać sygnały stresu, może to znacznie ułatwić cały proces. Choć nie zawsze tak się dzieje, nie oznacza to, że nie jest to możliwe. Wiele par zauważa, że dzięki procesowi in vitro nauczyli się rozmawiać o swoich uczuciach. Mimo trudności było to dla nich cenne doświadczenie.
[DS] W trakcie leczenia in vitro mogą pojawić się lęki, które prowadzą do wybuchów złości, szczególnie gdy partner lub partnerka nie spełniają naszych oczekiwań. Choć jest to sposób na wyładowanie emocji i próbę zrozumienia, dlaczego coś poszło nie tak, takie zachowanie może zniszczyć relację. Warto unikać obwiniania siebie nawzajem oraz szantażowania emocjonalnego, np. poprzez stwierdzenie: „jeśli mnie kochasz, to zrobisz to dla mnie”. Zamiast tego lepiej skupić się na wsparciu i wzajemnym zrozumieniu.
[DS] Zdecydowanie dostrzegam różnice w sposobie, w jaki kobiety i mężczyźni radzą sobie z upływającym czasem w trakcie leczenia niepłodności. Chociaż staram się unikać stereotypów, to jednak doświadczenie kliniczne potwierdza pewne schematy. U kobiet zazwyczaj występuje silniejszy lęk, co obserwuję podczas moich konsultacji, kiedy proszę pacjentów o ocenę swojego poziomu niepokoju w skali od 0 do 10. Kobiety zazwyczaj podają wyższe wartości niż mężczyźni i często same przyznają, że odczuwają ten lęk mocniej. Oczywiście nie zawsze jest to kwestia odczuwania lęku, ale raczej gotowości do mówienia o swoich emocjach. Z kolei mężczyźni częściej pełnią rolę „strażników” swoich partnerek, co daje im poczucie kontroli i sprawczości w tej sytuacji. Zauważam też, że mężczyźni często reagują na emocje swoich partnerek – im bardziej partnerka się niepokoi, tym większy lęk pojawia się u mężczyzny. Z kolei jeśli partnerka radzi sobie dobrze, mężczyzna nie musi martwić się o jej emocje.
Zaintrygowały mnie również wyniki badań jakościowych przeprowadzonych na parach w procesie leczenia niepłodności, które pokazują, jak silnie lęk jednej osoby wpływa na emocje drugiej. Okazuje się, że jeśli jeden z partnerów odczuwa lęk, drugi również częściej doświadcza tego uczucia. W związku z tym mężczyźni w procedurze in vitro często przyjmują bardziej optymistyczną postawę, zakładając, że wszystko będzie dobrze. Jednak rozmowy indywidualne ujawniają, że oni również przeżywają silne emocje, choć nie zawsze dzielą się nimi otwarcie. Faktem jest również, że aby lepiej radzić sobie ze swoimi emocjami, partnerzy potrzebują siebie nawzajem.
[DS] Warto zacząć od wzajemnego zrozumienia. Kluczowe jest, by obie osoby były świadome swoich emocji i potrzeb, a także potrafiły dostrzegać uczucia drugiej strony. Czasem wystarczy po prostu zapytać partnera/ki, co czuje, by lepiej zrozumieć jego zachowanie. Należy jednak pamiętać, że nie trzeba rozmawiać o leczeniu niepłodności cały czas. To istotna część życia pary, ale nie definiuje jej w pełni. Warto pielęgnować wspólne pasje, które były częścią życia przed leczeniem in vitro lub spróbować nowych aktywności, takich jak kurs tańca czy wspólne gotowanie, które pozwolą na chwilę zapomnieć o stresie związanym z procedurą.
[DS] Ustalenie konkretnej godziny, w której pary rozmawiają o leczeniu niepłodności, może przynieść wiele korzyści. Zaplanowany czas na rozmowę pozwala na chwilę oddechu, szczególnie kiedy temat staje się przytłaczający. Dzięki temu można poczuć ulgę i uniknąć ciągłego myślenia o nim przez resztę dnia. Z drugiej strony warto jednak rozważyć, czy wyznaczenie takiej godziny nie stworzy presji, zwłaszcza gdy jedno z partnerów poczuje się zmuszone do rozmowy, mimo że nie jest na nią gotowe. Takie decyzje warto podejmować indywidualnie, biorąc pod uwagę potrzeby konkretnej pary.
W kontekście niepłodności dla wielu par bardzo trudnym doświadczeniem bywa przebywanie w towarzystwie osób, które mają małe dzieci lub wkrótce zostaną rodzicami, podczas gdy oni sami nadal o to walczą. Z jednej strony pojawia się szczera radość z cudzego szczęścia, z drugiej – smutek, żal i poczucie niesprawiedliwości wynikające z niepewności, czy i kiedy podobny moment nadejdzie w ich własnym życiu. W takich sytuacjach warto świadomie ocenić swoje możliwości emocjonalne i wspólnie zdecydować, czy udział w spotkaniu będzie wspierający, czy raczej pogłębi napięcie i stres. Tego typu rozmowy pomagają budować wzajemne wsparcie i przetrwać trudne chwile.
[DS] Rozmowa z rodziną o niepłodności bywa trudna, ponieważ nie zawsze chcemy dzielić się wszystkimi szczegółami. Część par decyduje się w ogóle nie informować otoczenia o swoich problemach. Jeśli jednak partnerzy uznają, że chcą podzielić się tą informacją z rodziną, warto wcześniej ustalić wspólne założenia – co mówimy, czego nie poruszamy i jak odpowiadamy na poszczególne pytania. Dzięki temu para ma spójną, wspólną narrację oraz większe poczucie bezpieczeństwa w kontaktach z bliskimi.
[DS] Tak, psycholog może pomóc nie tylko w tym, jak rozmawiać o niepłodności z rodziną, ale także jak poradzić sobie z emocjami i stresem. Ważne jest jednak, aby obie osoby były otwarte na rozmowę i wspólne szukanie rozwiązań. Pary, które trafiają do psychologa po raz pierwszy często są zdezorientowane i nie wiedzą, czego się spodziewać po wizycie. Zawsze podkreślam, że nie mam „czarodziejskiej różdżki”, która rozwiąże wszystkie ich problemy, ale możemy wspólnie poszukać sposobów na zmianę.
Psychologia oferuje różne narzędzia, techniki i sposoby rozmowy, które pomagają znaleźć rozwiązania dające ulgę i większe poczucie kontroli. Moment zgłoszenia się po pomoc bywa bardzo różny. Czasem pary przychodzą jeszcze przed rozpoczęciem starań, mówiąc: „wiem, że to będzie dla mnie stresujące i chcę się na to przygotować” – takie świadome działanie bywa bardzo pomocne. Innym razem jest to etap niepowodzeń, kiedy obniżony nastrój i napięcie zaczynają utrudniać dalsze leczenie. Wówczas potrzeba wsparcia bywa zauważona albo przez samych pacjentów, albo sygnalizowana przez lekarzy.
W takich sytuacjach pomoc z zewnątrz jest szczególnie cenna. Gabinet psychologa to miejsce, w którym można bezpiecznie wyrazić złość, smutek czy bezsilność, wypłakać się i „zostawić” te emocje na sesji, bez obciążania nimi partnera czy partnerki.
[DS] Wciąż funkcjonuje silny stereotyp, zgodnie z którym wizyta u psychologa oznacza moment, w którym ktoś „już sobie nie radzi”. Towarzyszy temu błędne przekonanie, że potrzeba wsparcia świadczy o tym, że coś jest z nami nie w porządku, a sama decyzja o skorzystaniu z pomocy bywa postrzegana jako porażka. Tymczasem prawda jest taka, że wiele osób faktycznie potrafi poradzić sobie samodzielnie i nie zawsze pomoc psychologa jest konieczna. Zdarza się jednak, że sięgnięcie po takie wsparcie okazuje się po prostu łatwiejszą i szybszą drogą do wypracowania skutecznych strategii radzenia sobie z trudnościami.
Często już jedno spotkanie może przynieść ulgę. Pacjenci wychodzą z konkretnymi wskazówkami, takimi jak rekomendacje książek, podcastów, ćwiczeń czy aplikacji wspierających dobrostan psychiczny w trakcie leczenia. Dla części osób to w zupełności wystarcza. Inni w pewnym momencie czują, że obciążenie emocjonalne staje się zbyt duże i wtedy warto wrócić.
Jeśli chodzi o same obawy, bardzo często wynikają one z niepewności. Pacjenci nie wiedzą, jak wygląda wizyta w gabinecie psychologicznym i boją się, że ich granice mogą zostać naruszone. Warto podkreślić, że w procesie leczenia in vitro wizyta u psychologa nie polega na szczegółowym analizowaniu całego dzieciństwa ani wszystkich spraw osobistych. Rozmowa zawsze toczy się w takim zakresie, na jaki pacjent wyraża zgodę. Uważność na drugą osobę oraz poszanowanie jej granic są absolutnym priorytetem.
Takie spotkanie może mieć bardzo różny charakter. Czasem przyjmuje formę krótkiej psychoedukacji lub mini-szkolenia z zakresu radzenia sobie z emocjami towarzyszącymi leczeniu. Innym razem rozmowa prowadzi do pogłębionej analizy trudności, z jakimi mierzy się pacjent. Bywa też, że jest to bezpieczna przestrzeń, w której po raz pierwszy można wypowiedzieć na głos to, o czym dotąd trudno było mówić — poczuć ulgę, zobaczyć reakcję drugiej osoby i nauczyć się patrzeć na własne doświadczenia z nowej perspektywy.
Podsumowując, wszystkie te obawy są całkowicie naturalne. Warto jednak dać sobie szansę i skorzystać z pomocy specjalisty. Jeśli wsparcie psychologiczne może sprawić, że proces leczenia będzie dla pary łatwiejszy, a ona sama przejdzie go w lepszej kondycji psychicznej, to właśnie w tym tkwi realna wartość takiego spotkania.
[DS] Najważniejszą radą byłoby skupienie się na „tu i teraz”, bez ciągłego wybiegania myślami w przyszłość ani wracania do tego, co już minęło. Uważność na obecną chwilę pozwala lepiej przyjrzeć się własnym emocjom, zatroszczyć się o nie i zaakceptować sytuację, w której się znajdujemy. Taki moment zatrzymania i uważności może stać się realnym wytchnieniem od presji czasu.
Poczytaj więcej