Data utworzenia: 28 września 2026
Przeczytasz w: 27 min
Niepłodność to nie zawsze tylko sprawa układu rozrodczego kobiety lub mężczyzny. Przyczyny problemów z zajściem w ciążę mogą być – i często są – bardziej złożone. Wśród czynników wpływających na płodność coraz częściej wymienia się zaburzenia metaboliczne. O tym, jakie to zaburzenia i jak je rozpoznać, rozmawiamy z dr n. med. i n. o zdr. Agnieszką Kudanowską, dietetykiem klinicznym z NAMI Resortu Medycznego w Sopocie.
[AK] To poważny stan, który wiąże się z zaburzeniami przemiany materii w naszym organizmie, czyli tego podstawowego, fundamentalnego mechanizmu, który zachodzi po to, żebyśmy w ogóle mogli żyć i funkcjonować.
Jemy po to, żeby mieć energię i poprawnie funkcjonować. Zaburzenia metaboliczne to zaburzenia przemiany tych składników, które spożywamy, aby zamieniły się w energię i budulec organizmu.
Ten mechanizm może być zachwiany m.in. przez błędy, które sami popełniamy – sami możemy wpędzać się w choroby, które później utrudniają nam życie. To są właśnie mechanizmy nabyte, które wypracowujemy przez nieodpowiedni styl życia, niewłaściwe odżywianie, stresogenne środowisko czy brak odpoczynku. Szereg czynników sprawia, że zaburzenia metaboliczne pojawiają się w naszym dorosłym życiu.
[AK] To szeroko pojęte choroby cywilizacyjne. Możemy tu wymienić:
Za tym wszystkim idzie przewlekły stan zapalny i choroby, które jeszcze bardziej się rozwijają. Taki zestaw problemów tworzy zespół metaboliczny, który jest niczym klamra dla kilku chorób cywilizacyjnych, na które składają się na pewno problemy z:
To szereg schorzeń, które nie pozwalają nam funkcjonować w pełni, bo wiążą się ze spadkami energii i zmęczeniem. Jeśli nałożymy na to jeszcze czynniki stresogenne, to nie będziemy w pełni usatysfakcjonowani z jakości swojego życia.
[AK] Wszystko jest w naszych rękach. Tak, jak sama nazwa mówi, to choroby cywilizacyjne, czyli związane z naszym stylem życia.
[AK] Zaburzenia wrodzone wynikają z naszych genów i nie mamy na to wpływu. Dotyczą raczej dzieci. Są w miarę szybko diagnozowane, występują rzadko i wymagają zmian w odżywianiu. Wówczas wprowadza się terapię, która przystosowuje organizm dziecka do metabolizowania innych składników zamiast tych, których nie jest w stanie metabolizować.
Przykładem jest fenyloketonuria, jedno z częstszych takich zaburzeń w naszej populacji, wykrywane w badaniu przesiewowym u noworodków, więc szybko można je wyłapać.
Choroba wiąże się z zaburzoną przemianą jakiegoś składnika pokarmowego. Dziecko może np. nie metabolizować poprawnie mleka mamy, co daje konkretne objawy, które lekarz pediatra albo neonatolog szybko wychwyci, bo widać to po masie ciała i rozwoju małego pacjenta.
[AK] Myślę, że pierwszym objawem jest problem z utrzymaniem masy ciała, bądź niezamierzone tycie, pomimo utrzymywania diety i w rozumieniu pacjenta, zachowania zasad zdrowego odżywiania. Zdarzają się sytuacje, że masa ciała rośnie sama. Pacjentki mówią, że kilogramy pojawiają się „z powietrza” i nie potrafią sobie z tym poradzić. Jeśli przeanalizuje się jadłospis pacjentki, okazuje się, że wcale nie ma tam większych błędów.
Oczywiście trzeba zawsze spojrzeć na styl życia. Zaburzenia metaboliczne mogą wynikać ze zbyt małej aktywności fizycznej bądź zbyt małej ilości wody w diecie, niemniej to zmiana masy ciała jest tu bardzo charakterystyczna. Otyłość spina wiele stanów zdrowia i jest skutkiem wielu problemów z metabolizmem, które wynikają z błędów pacjenta bądź z rozregulowania organizmu. Otyłość i zbyt duża ilość tkanki tłuszczowej tworzą przewlekły stan zapalny, który zaczyna wpływać na wiele układów i na całe nasze funkcjonowanie.
Charakterystyczne jest też to, że nie mamy takich pokładów energii, jak kiedyś. Doświadczamy jej spadków w ciągu dnia, po spożyciu posiłków. Paradoksalnie, zamiast tryskać wtedy chęcią do życia, zamykają się nam oczy i musimy się przespać. To spadek poposiłkowy związany z nietolerancją glukozy, z insulinoopornością. Takie ciągłe zmęczenie też jest objawem tego, że trzeba się przyjrzeć metabolizmowi i sprawdzić, gdzie zaprogramował się ten błąd powodujący nasz brak energii.
Dodałabym jeszcze pragnienie w nocy. Musimy wstawać, żeby się napić. To częsty objaw zbyt wysokiej glukozy we krwi. Wówczas organizm sam domaga się wody, żeby usunąć jej nadwyżki. To bardzo charakterystyczne przy stanach nietolerancji cukru we krwi.
[AK] W pierwszej kolejności zawsze polecam kontakt z lekarzem rodzinnym, bo to on pokieruje później do specjalistów i zdecyduje, jakie badania zrobić. To będzie zapewne m.in. oznaczenie poziomu glukozy i insuliny na czczo. Warto zbadać te dwa parametry, żeby sprawdzić, czy nie pojawia się insulinooporność. Co ważne, może ona dotyczyć również osób szczupłych. Także one miewają problemy z metabolizmem glukozy, co objawia się np. spadkami energii bądź problemami z płodnością.
[AK] Zdecydowanie tak, dlatego że płodnością zarządzają hormony, czyli nasze centrum dowodzenia zdrowiem, a metabolizm ma bardzo duży wpływ na gospodarkę hormonalną w organizmie. Warto pamiętać, że dobre odżywianie oznacza dobre funkcjonowanie także na poziomach związanych z naszą płodnością.
[AK] Myśląc o płodności, w pierwszej kolejności myślimy o kobietach. To, co i jak jedzą, wpływa na ich gospodarkę hormonalną, ale jest to równie ważne u panów. Mężczyźni też mogą mieć niedoczynność tarczycy, insulinooporność czy stłuszczoną wątrobę jako konsekwencję zaburzeń metabolizmu. To nie są schorzenia typowe tylko dla kobiet. I jeśli organizm jest już na jakimś poziomie zaburzony, to niestety przenosi się to też na inne obszary, w tym płodność.
[AK] To nadmiar masy ciała, zbyt duża ilość tkanki tłuszczowej, ale też bardzo charakterystyczny jest spadek libido. Obniża się poziom testosteronu, spada jakość nasienia. Panowie również mogą mieć stłuszczoną wątrobę, niedoczynność tarczycy, problemy z mikrobiotą jelitową, a to wszystko może przyczyniać się do problemów z płodnością i wynika wprost z błędów żywieniowych.
[AK] Wierzę, że lekarz rodzinny dobrze pokieruje pacjenta do innych specjalistów, w tym również do dietetyka, który wie, jak pomóc wyeliminować błędy żywieniowe, które często biorą się po prostu z braku świadomości. Zmiana nawyków i stylu życia powoduje zdecydowaną poprawę samopoczucia. Odzyskujemy energię, poprawiają się parametry związane z rozrodczością.
Dietetyk na pewno jest tą pierwszą linią, która może zainterweniować bez leków, co dla wielu pacjentów też jest ważne. Nie ma żadnej farmakoterapii i pamiętania o lekarstwach, jest za to zmiana jadłospisu, wprowadzenie bardzo smacznych posiłków, dużo świeżych warzyw i nowych smaków. To może zaowocować zdecydowaną zmianą samopoczucia, parametrów zdrowotnych i bardzo często utratą masy ciała.
[AK] Zdecydowanie tak, chociaż nie patrzymy na to tylko w kontekście samej diety. Patrzymy też na inne obszary: związane ze zdrowiem psychicznym, stresem, z tym wszystkim, co mieści się w pojęciu wellbeingu, czyli dobrego samopoczucia, redukcji stresu, technik relaksacyjnych.
Psycholog jest tutaj świetnym wsparciem i dietetyk, jeśli widzi taką potrzebę u pacjenta, na pewno o tym powie i do tego zachęci. Czasami pacjenci mają obawy. Mówią, że po co im psycholog, skoro wszystko jest w porządku. Tymczasem nie widzą, że są w totalnym biegu, pośpiechu, nie śpią dobrze w nocy, a sen też jest niezwykle ważny. Dietetyk na pewno spyta o ten obszar, bo dobry sen to regeneracja, odbudowa organizmu, przygotowanie do kolejnego dnia, zregenerowanie i zniwelowanie stresu. A pacjent może spać za krótko czy oglądać telefon przed snem i nie być w stanie się dobrze zregenerować.
Zawsze pytamy też o aktywność fizyczną, bo to podstawa metabolizmu. Bardzo dobrym narzędziem jest piramida zdrowego odżywiania, bo pokazuje, że u podstaw jest właśnie aktywność fizyczna i picie wody. Od kilku lat mamy nowe zalecenia, w których aktywność fizyczna widnieje jako podstawa prawidłowego metabolizmu.
Lekarz ma swoje narzędzia, które są skuteczne i mogą szybko przynieść efekty, natomiast współpraca z dietetykiem, nawet w sytuacji farmakoterapii jest potrzebna. Nawet po wprowadzeniu leków też trzeba wiedzieć, co jeść i jaki styl życia prowadzić, aby osiągnąć trwały, dobry efekt, a nie tylko zgubić kilogramy. Redukcja masy ciała to za mało, trzeba zadbać o więcej obszarów – m.in. o masę mięśniową. Nie chcemy jej tracić, a właśnie tak się dzieje, gdy się nie ruszamy. Tymczasem to właśnie masa mięśniowa potrzebuje energii, którą zjadamy oraz składników budulcowych, takich jak białko.
[AK] Przede wszystkim jeść wszystko. Podstawą zdrowego odżywiania są warzywa i owoce – niezastąpione źródło błonnika i witamin. To taka naturalna multiwitamina w diecie, która ma jeszcze błonnik wspomagający pracę jelit.
Nie zapominajmy o białku – to bardzo ważny składnik diety. Mamy różne źródła białka. Rekomendowane są białe mięsa, ryby, jajka, ale też warzywa strączkowe. Ta ostatnia grupa jest bardzo ważna, bo jest również źródłem np. kwasu foliowego i błonnika, którego zawsze szukamy w diecie. Białko to składnik budulcowy i nie możemy go pomijać. Pacjenci nie są świadomi, co jest jego źródłem. Bardzo często wskazują produkty, które niekoniecznie są bogate w białko. Myślą np., że to mleko jest dobrym wyborem albo jogurt, który też nie ma dużo białka. To właśnie rola dietetyka, żeby pokierować wyborami pacjenta. Jeśli ktoś lubi jogurt, można zaproponować skyr, w którym jest zdecydowanie więcej białka, a mniej tłuszczu.
Również ważne jest, aby dieta nie była obfita w tłuszcze nasycone, tylko raczej jednonienasycone bądź wielonienasycone, jak omega 3. Tłuszcze oczywiście muszą być obecne. To prekursory hormonów płciowych, więc nie można ich usuwać z diety. Jeśli pacjenci mają wysoki poziom cholesterolu, często uważają tłuszcz za jedno wielkie zło i wykluczają go zupełnie, a nie o to chodzi. Tłuszcze nasycone bądź tłuszcze trans, obecne wszędzie w żywności przetworzonej, na pewno nie służą zdrowiu i je słusznie wykluczamy, ale śmiało możemy sięgać po oliwę z oliwek o wspaniałym działaniu przeciwzapalnym czy awokado, które jest pysznym i świetnym dodatkiem – może nawet zastępować masło na chlebie.
Ważne składniki to także minerały, które biorą udział w procesach biochemicznych organizmu. Wapń i żelazo to składniki budulcowe, a selen i cynk mają działanie związane z układem odpornościowym i rozrodczym. Szukajmy ich w żywności. Dobrym źródłem są wody mineralne, zwłaszcza te bogate w magnez.
Przeczytaj więcej: Dieta na płodność – jak się odżywiać, gdy chcesz zajść w ciążę?
[AK] Na pewno nie jeść żywności przetworzonej i fast foodów – to dla mnie jedna i ta sama kategoria. Żywność przetworzona to żywność przygotowana do spożycia w taki sposób, że otwieramy opakowanie i to, co znajdziemy w środku, jest już gotowe do zjedzenia. To na przykład gotowe dania, które możemy kupić: pizza czy zamrożona zapiekanka lub przechowywana w opakowaniu próżniowym, które otwieramy w domu, wkładamy do mikrofali, podgrzewamy i zjadamy.
Żywność przetworzona ma konserwanty, barwniki, sztuczne aromaty, a przede wszystkim dużo tłuszczów, i to tłuszczów trans, które działają bardzo prozapalnie i niestety prowadzą do miażdżycy, chorób układu sercowo-naczyniowego i podnoszą cholesterol.
Żywność przetworzona zawiera składniki, które zdecydowanie źle wpływają też na mikrobiotę jelitową, czyli centrum naszego zdrowia. Jelita są bardzo wyczulone na takie składniki.
[AK] Oczywiście odpowiednim odżywianiem. To podstawa dobrego funkcjonowania jelit. Mikrobiota lubi błonnik i to właśnie klucz do zdrowych jelit – nie probiotyki, nie suplementy, tylko zwykłe, najnormalniejsze jedzenie bogate w błonnik. Bakterie o działaniu prozdrowotnym karmią się błonnikiem, świetnie się namnażają i żyją w takich warunkach. Dobrze, jeśli dostarczamy błonnik rozpuszczalny w wodzie. Przykładem są płatki owsiane (np. gotowane albo w formie tak zwanych owsianek nocnych), które pęcznieją w jogurcie, skyrze czy kefirze. Ten kleik to właśnie tajemnica zdrowych jelit.
Pamiętajmy o produktach fermentowanych mlecznych – kefiry, jogurty, maślanki – to też produkty lubiane przez nasze jelita. Tak samo jest z wszelkimi kiszonkami: ogórki, buraczki, kapusta kiszona albo najpopularniejsze w kuchni koreańskiej, kimchi. To, co jest korzystne dla jelit, jest ogólnie bardzo korzystne dla naszego organizmu.
[AK] Zapewne zalecę dużo warzyw w diecie i zmianę nawyków, które często wiążą się z błędami w diecie, czyli np. zbyt małą ilością błonnika, warzyw i owoców. Jeśli ktoś nie lubi płatków owsianych, dobrym źródłem błonnika jest wszystko, co może napęcznieć w wodzie, w tym siemię lniane albo cudowne nasionka chia. Te ostatnie świetnie sprawdzają się w mlekach roślinnych, kefirze czy jogurcie, a przy okazji mają bardzo dużo żelaza – ważnego pierwiastka pomagającego uniknąć niedokrwistości. Nasiona w ogóle są dobrym źródłem błonnika. Siemię lniane to dobry wybór, ale nie dla każdego. Trzeba wiedzieć, kiedy potrzebujemy go w formie mielonej, a kiedy niemielonej.
Nie jestem natomiast zwolenniczką preparatów typu błonnik z łyżeczki. Widziałam błędy, jakie pacjenci potrafią popełniać przy takich produktach. Lepiej po prostu zwiększyć ilość warzyw w diecie, dosypać trochę chia albo innych nasionek. Babka płesznik jest też takim magicznym nasionkiem, które bardzo wspomaga pracę jelit, jak również babka jajowata. Nie sięgajmy po różne apteczne rzeczy w pierwszej kolejności. Pacjenci zapominają, że muszą przy nich pić bardzo dużo wody. Gdy jej nie ma, a spożywa się produkty, które pęcznieją w układzie pokarmowym, zaczynają się problemy.
[AK] Post przerywany jest bardzo ciekawą propozycją. Lubię tę opcję i rekomenduję ją osobom, które mają problem z regularnością posiłków. Dla wielu aktywnych osób to niemożliwe, żeby jeść posiłki co 3 godziny. Łatwiej jest otworzyć okienko, w którym można jeść np. przez 8 godzin, nie zwracając uwagi na częstotliwość posiłków, a po 8 godzinach je zamknąć i zacząć czas takiej minigłodówki.
Układ 8 na 16 godzin jest zbadany i poparty badaniami naukowymi, jeśli chodzi o działanie podnoszące wrażliwość na insulinę w organizmie i uwalnianie hormonów wzrostu. Pacjenci mimowolnie chudną na okienku żywieniowym. Zauważyłam, że panom łatwiej jest wytrzymać te 16 godzin i zgubić masę ciała.
[AK] Obecnie żyjemy w dużym dobrobycie i nie czujemy głodu. Cały czas coś chrupiemy, bezmyślnie podjadamy. Ciągle dostarczamy energię do organizmu, co jest jedną z przyczyn problemów z masą ciała. Nie robimy odpowiednio długich przerw między posiłkami, a nasz układ pokarmowy ich potrzebuje. Nie możemy go cały czas dokarmiać, bo nasze potrzeby energetyczne nie są aż tak wysokie – tym bardziej, że często po prostu siedzimy i się nie ruszamy. Ta przerwa, 16 godzin, powoduje, że uruchamia się metabolizmu tego, co już zmagazynowaliśmy. Po 12 godzinach od ostatniego posiłku przełącza się taki metaboliczny przełącznik, który uruchamia nasz magazyn, czyli tkankę tłuszczową, i zaczynamy ją spalać. Ważne, żeby pić wodę, bo to sprzyja przemianie materii i pomaga wytrzymać te 16 godzin.
Są osoby, które jeszcze wydłużają sobie ten czas. Nie jestem wrogiem takich działań, ale uważam, że warto zwracać uwagę na to, co się je w czasie, kiedy okienko jest otwarte. To ważne, aby uniknąć niedoborów. Post przerywany nie powoduje niedoborów składników odżywczych w przeciwieństwie do głodówki, podczas której faktycznie nic się nie je, i podczas której narażamy się na powstanie niedoborów. Ważne, żeby cały czas coś podtrzymywało nasz metabolizm, bo kiedy nic nie jemy, zaczynają się spadki wszystkiego, co potrzebne do funkcjonowania. Szczupli pacjenci nie potrzebują postu przerywanego. Nie dyskutuję z osobami, które z jakichś powodów chcą wprowadzić taki model odżywiania. Jest on o tyle bezpieczny, że w oknie żywieniowym mamy czas, w którym możemy jeść różne rzeczy i nie ma tu nawet jakichś restrykcji kalorycznych.
[AK] To ciekawe pytanie, bo pizza wcale nie jest taka zła, może jest trochę demonizowana. Trzeba pamiętać, że wszystko jest kwestią porcji i dobrze, żeby pizzy zawsze towarzyszyły warzywa czy sałatka. Ze względu na to, jak metabolizujemy to, co zjadamy, najlepiej zacząć taki posiłek od tych listków, świeżych rzeczy, a dopiero później zjeść pizzę. Dzięki błonnikowi warzywa zabezpieczają nas przed gwałtownymi skokami cukru we krwi i wyrzutami insuliny, które prowadzą do spadku energii i zmęczenia poposiłkowego.
[AK] Dieta przeciwzapalna jest bardzo smaczną dietą, bo opiera się przede wszystkim na warzywach i owocach. Jest bardzo podobna do diety śródziemnomorskiej. Używanym tutaj tłuszczem jest oliwa z oliwek, która sama w sobie działa przeciwzapalnie. To olej tłoczony nie z ziaren, niepoddawany procesom chemicznym. Zależy oczywiście, jaką oliwę wybierzemy, ale zaleca się tę extra virgin. To produkt składający się z kwasów jednonienasyconych, który działa ochronnie na serce, więc efekt takiego jedzenia jest niemal terapeutyczny.
Poza tym w diecie przeciwzapalnej stawia się na antyoksydanty i witaminy, które są antyoksydantami – witaminę A, E i C. Ich źródłem są przede wszystkim warzywa – im bardziej kolorowe, tym lepiej. Paleta różnych kolorów na talerzu jest gwarancją tego, że dostarczamy organizmowi jak najwięcej składników o autentycznym działaniu przeciwzapalnym, składników walczących z takimi sytuacjami, jak wolne rodniki czy stan zapalny. To składniki, które wyciszają, powodują, że w organizmie jest mniej cytokin.
Jeśli pozbywamy się z diety na przykład tłuszczów trans, które mają ogromny potencjał prozapalny, organizm od razu odczuje ulgę, a jeśli jeszcze włączymy świeże produkty o wysokiej jakości, nasze samopoczucie i stan zdrowia będą tylko lepsze. Dieta przeciwzapalna jest bogata również w orzechy, nasiona czy fermentowane produkty mleczne.
[AK] Pozostają obszary związane ze spokojem w głowie – unikanie stresu czy techniki relaksacyjne. Stres jest chyba najbardziej niszczący dla naszego organizmu. Jeśli nie uciekniemy ze stresogennego środowiska, mamy bardzo wysoki poziom kortyzolu, który też odpowiada za powstawanie tkanki tłuszczowej.
Ważne jest, żeby umieć sobie ze stresem radzić, a jednym ze sposobów na to, jest aktywność – nie siłownia, tylko na przykład spacer. Stawiajmy na proste rzeczy. Nie chodzi o to, żeby robić rewolucję w swoim życiu, bo to jeszcze bardziej nas zestresuje. Ważne są proste działania, które pozwolą wyłączyć myślenie: rower, spacer, bieganie itp.
[AK] Na te zaburzenia składa się wiele czynników, których możemy uniknąć. To np. błędy w odżywianiu. Warto urozmaicać talerz – jego połowa powinna składać się z warzyw. To zasada, która pozwala dobrze funkcjonować naszym jelitom i dostarcza wszystkich rozpuszczalnych w wodzie witamin.
Oprócz tego na talerzu zawsze powinno znaleźć się jakieś źródło białka, czyli niezbędnego budulca dla naszych mięśni, enzymów i hormonów. Nie wolno też zapominać o źródłach wolno uwalniającej się energii, na przykład kaszach, które mają dużo błonnika rozpuszczalnego w wodzie, służącego jelitom. Kasza daje energię, która uwalnia się powoli i nie powoduje gwałtownych skoków cukru i późniejszych spadków związanych z wyrzutem insuliny.
Czyli stosujemy kolorowy talerz, unikamy stresu i szukamy pomocy u specjalistów, jeśli zaczynają się kłopoty związane z masą ciała. Warto reagować szybko. Im szybciej wdrożymy zmiany, tym szybszy efekt i lepsze samopoczucie zyskamy.
Pamiętamy również o piciu wody. Do tego dochodzi ruch. Na stres sprawdza się np. spacer. Zalecany jest też trening oporowy, siłowy, interwałowy, który buduje masę mięśniową, ale również zmniejsza insulinooporność, bo mięśnie pomagają nam bezpośrednio spalać spożywany cukier.
No i jeszcze sen. Natura stworzyła nas tak, że to właśnie czas, kiedy się regenerujemy, rozprowadzamy składniki odżywcze, regulujemy pracę hormonów i kumulujemy energię na następny dzień.
[AK] Hormony rządzą naszym organizmem – nastrojem, zdrowiem, funkcjonowaniem, także naszą rozrodczością. Jeśli chodzi o płodność, u kobiety wpływają na owulację i możliwość zajścia w ciążę.
Najważniejsze są hormony związane z cyklem miesięcznym, czyli z owulacją i menstruacją. To m.in. estradiol, hormon FSH, który pozwala na dojrzewanie komórki jajowej, hormon LH, który uwalnia tę komórkę jajową, estrogen, który przygotowuje macicę do zagnieżdżenia się zarodka oraz progesteron, który otula później tę komórkę i pozwala jej się tam bezpiecznie zagnieździć.
Hormony, które mogą zaburzać to funkcjonowanie, to na pewno hormony tarczycowe. Dlatego, jeśli pacjentka ma np. niedoczynność tarczycy, może doświadczać problemów z płodnością.
Przeczytaj: Niedoczynność tarczycy a ciąża
[AK] U panów, co ciekawe, mamy te same hormony, tylko trochę inaczej funkcjonujące. Może nie wszystkie są takie same, ale na pewno hormon FSH jest ważny, bo wpływa na produkcję nasienia, a hormon LH jest związany z produkcją testosteronu.
Jeśli u mężczyzn pojawiają się problemy z tarczycą, to również wpływa to negatywnie na ich płodność.
[AK] Do takich hormonów należy oczywiście insulina, która dotyczy i kobiet, i mężczyzn. Insulina ma swoje funkcje, na przykład anaboliczne, jest związana z budowaniem masy mięśniowej, ale jeśli mamy zbyt wysokie poziomy insuliny, może rozwinąć się insulinooporność. Wówczas organizm przestaje prawidłowo metabolizować cukier, co może prowadzić na przykład do stłuszczenia wątroby. Nie jest to korzystny stan, bo wiąże się z zaburzeniami metabolicznymi.
[AK] U pań insulinooporność jest często wynikiem zespołu policystycznych jajników – to bardzo często idzie w parze. Wszystkie stany związane z nietolerancją glukozy wpływają na płodność zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Insulina to hormon, który może narobić bardzo dużo bałaganu, mimo że jest bardzo potrzebny i dobrze, jeśli funkcjonuje prawidłowo.
[AK] U kobiet to np. hormony androgenowe, które są niekorzystne. Przy zespole policystycznych jajników często mamy zaburzenia wywołujące np. nadmierne owłosienie. U mężczyzn działa to odwrotnie – pojawia się łysienie, problemy z cerą. Kiedy te hormony nie działają dobrze na naszą płodność, dają też inne objawy, jak zmiany skórne czy wzrost masy ciała. Dlatego warto patrzeć na pacjenta całościowo, a nie tylko na wyniki jego badań krwi.
Dowiedz się więcej: Kobiece hormony pod lupą
[AK] Zdecydowanie tak, ale pamiętajmy, że mikrobiota jelitowa też wpływa na nasz dobrostan, więc warto dbać o poziom zadowolenia naszych jelit, czyli dietę bogatą w błonnik.
Dietetyk by pomyślał, bo dietetyk się tym zajmuje, choć ta wiedza jest coraz lepiej dostępna, tylko trzeba dobrze wybierać jej źródła. Niekoniecznie są to źródła internetowe.
Jelita to centrum zarządzania naszym zdrowiem. To w nich zaczyna się zdrowie psychiczne, odporność organizmu, zdrowie związane z masą ciała i z samopoczuciem.
Też jest ważna. To hormon, który pozwala się nam wyspać, co również wpływa na ogólny dobrostan i sprzyja płodności. Brak stresu, czyli niewielki poziom kortyzolu, też jest ważny. Tu bardzo dobrze zadziała spacer, wszelka aktywność, wszelki ruch, który powoduje, że nasz organizm schodzi ze stresu i, nawet jeśli to niewielki stres, obniżenie go zawsze jest korzystne.
Trzeba szukać prostych rzeczy – wyjść na słońce, wtedy mamy trochę witaminy D, którą wytwarzamy w organizmie, a która jest niezmiernie ważna i wykorzystywana w wielu procesach fizjologicznych. Populacyjnie mamy jej zbyt mało, więc spacer na słońcu, niekoniecznie na pełnym, czy ruch na dworze jest nieoceniony i warto o tym pamiętać.
Niemal 50 proc. dorosłych Polek i Polaków ma nadwagę lub otyłość, a insulinooporność diagnozuje się u coraz młodszych pacjentów. To nie tylko problem zdrowotny – to też coraz częściej jedna z przyczyn niepłodności. Jeśli czujesz, że ten problem może dotyczyć również ciebie, zacznij od diagnostyki i konsultacji ze specjalistami.
Poczytaj więcej